Odcinek 7 - Skąd się wziął Wolny Dostęp? Cz. 3 [Czasopisma]
 

Największą słabością tej koncepcji było powierzchowne potraktowanie problemu czasopism. Nie znaczy to oczywiście, że nie rozumieliśmy znaczenia czasopism w bibliotece z wolnym dostępem. Było to jednak znacznie trudniejsze, niż w przypadku książek i odsuwaliśmy ten problem usprawiedliwiając się nieszczerze, że i tak jest co robić. Po pierwsze, opracowanie czasopism w systemie VTLS było wtedy w BUW (i nie tylko w BUW) w powijakach. Nie umieliśmy oszacować czasu i wysiłku potrzebnych chociażby do „rozruchu" komputerowego opracowania czasopism, a co dopiero uzyskania płynności prac pozwalającej na jako taką „masowość". Przyjęliśmy, że do wolnego dostępu trafiają ciągi 10-letnie czasopism, mówiąc ogólnie „humanistycznych" i 5-letnie czasopism „ścisłych". Raczej intuicyjnie niż racjonalnie założyliśmy, że powinno nam to dać ok. 100 000 woluminów na dzień otwarcia Biblioteki w nowym gmachu. Pierwsze poważniejsze podejście do problemu czasopism w lutym 1996 roku zaowocowało sporządzeniem listy tytułów czasopism polskich, których dłuższe lub krótsze ciągi powinny stanąć w wolnym dostępie. Następnie „dorabialiśmy" rekordy zasobu do istniejących już w systemie opisów bibliograficznych. Zastosowanie dla czasopism procedury tak szczegółowej jak dla książek (precyzyjne określenie miejsca na półce dla każdego woluminu) oceniliśmy jako nierealne - zdecydowaliśmy zatem ograniczyć proces klasyfikowania tytułów czasopism tylko do I stopnia Klasyfikacji Biblioteki Kongresu, pozwalającej przypisać dany tytuł do jednej z ośmiu szerokich dziedzin. Konsekwencją tej decyzji musiało być, inne niż w przypadku książek, docelowe rozstawienie ciągów czasopism w wolnym dostępie: pierwotnie zakładaliśmy rozproszenie czasopism pomiędzy książkami według szczegółowych sygnatur KBK; ostatecznie czasopisma stanęły na początku każdej szerokiej dziedziny według alfabetycznej kolejności tytułów. Wydawało nam się to nieczystym rozwiązaniem łamiącym tak ważną dla wolnego dostępu zasadę - wszystko na jeden temat w jednym miejscu. Praktyka pokazała, że czytelnicy nie narzekają na przyjęty układ i nawet wolą mieć czasopisma z danej dziedziny na jej początku ustawione alfabetycznie. Nie jest to również dla nich problem przestrzenny - mogą przecież przemieszczać się dowolnie w obszarach z wolnym dostępem i wszędzie czytać wszystko, obojętnie skąd wzięte.

Cały czas wydawało nam się, że tempo retrokonwersji jest zbyt wolne i to na wszystkich odcinkach: opracowaniu formalnym i KBK (tu częściowo winne były trudności w łączności z Biblioteką Kongresu; była połowa lat 90. i łącza elektroniczne przeciążały się w środku dnia. Na bieżąco (w rytmie miesięcznym i kwartalnym) prowadziliśmy statystyki; w połowie 1997 roku notują one miesięczne przyrosty opisów bibliograficznych na poziomie 2 - 2,5 tys., opisów egzemplarza - ok. 5 tys., opisów z symbolami KBK - ok. 2,5 tys.

Hasło przygotowania zbiorów do wolnego dostępu w nowym gmachu było na tyle pojemne i atrakcyjne, że otworzyło nam możliwości zdobycia dodatkowych środków finansowych. Problem ten poruszaliśmy regularnie w sprawozdaniach z prac i pismach kierowanych do prorektora UW, prof. dr hab. Michała Nawrockiego, którego dwie kadencje prorektorowania zdominowała sprawa budowy gmachu BUW, a który wspierał nas nieustannie strategicznie i finansowo we wszystkich naszych pomysłach nowego gmachu dotyczących. Finansowanie opisanych powyżej prac w rytmie kwartalnym było misterną konstrukcją składającą się z dotacji budżetowej i na działalność ogólnotechniczną (DOT MEN), kwot z puli rektorskiej przeznaczonych na badania własne i statutowe uczelni. Ale podjęcie retrokonwersji na skalę tak dużą, możliwe było dzięki zupełnie zewnętrznemu źródłu finansowania, mianowicie puli wygospodarowanej przez głównego projektanta, prof. Marka Budzyńskiego, a przeznaczonej na projekt techniczny technologii bibliotecznej, za którą byłam bezpośrednio odpowiedzialna jako projektant technologii bibliotecznej. Były to kwoty sięgające 30 tys. w skali miesiąca. Możliwe to było dzięki głębokiemu merytorycznemu porozumieniu architektów z bibliotekarzami, dzięki ustaleniu, na tym etapie projektu, priorytetu funkcji przed formą, funkcji, która w swoim najistotniejszym fragmencie czyli wolnym dostępie nie mogłaby zaistnieć bez książek i czasopism przygotowanych do postawienia na pólkach, a następnie ich bezproblemowego odszukania i udostępnienia, czyli krótko mówiąc, zaistnienia w tymże wolnym dostępie.

 

 



Komentarze użytkowników (1)
Wystawiony przez Henryk Hollender, z 17-11-2009 14:57, , Gość
1. Komentarz
Czasopisma? Nie jest tak źle! Mogły w końcu sobie stanąć alfabetycznie wszystkie razem, jak w wielu bibliotekach amerykańskich, i to nie tylko dałoby jeszcze większą przewagę ukladu formalnego nad rzeczowym, ale także -- stworzyło silniejszą zachętę do konfrontowania tytułów z różnych dziedzin. Więc to nigdy nie wiadomio, jak wyjdzie lepiej.  
A wspomniany wcześniej trzytygodniowy urlop... Hm, bardzo mi się przydał (dzieci młodsze niż dyr. Ewy Maciuszko). Grecja i Dania, tak, dziękuję. Zresztą myślę, że przeprowadzka by się tak dobrze nie zaczęła, gdybym był na miejscu.
 

Dodaj komentarz!



mXcomment 1.0.7 © 2007-2017 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved