Odcinek 5 - Skąd się wziął Wolny Dostęp? Cz. 1
 

Wolny dostęp do zbiorów w nowym gmachu BUW wymyśliliśmy z Henrykiem (dyr. Hollendrem), gdzieś na na warszawskim "szlaku orlich gniazd" nad Wisłą w ciepły wiosenny dzień kwietniowy w 1993 roku zupełnie nie zdając sobie sprawy (przynajmniej ja!) w jaką robotę wchodzimy na następne dziesięć lat. A oto cała historia...

Było to zanim Marek (prof. Budzyński, architekt) narysował pierwszą kreskę fasady gmachu, tak wiernie i lekko powielającą łuk ul. Dobrej i zanim SARP przejrzał pięćdziesiąt projektów, które wpłynęły na konkurs latem 1993 roku. Wczesną wiosną 1993 poproszono dyrektora BUW o weryfikację programu użytkowego gmachu. Jego poprzednia wersja już wprawdzie istniała, ale pochodziła z głębokich lat 70. i związana była z poprzednim, nigdy nie zrealizowanym, konkursem SARP. W tamtych dokumentach koncepcja organizacji zbiorów i pracy z czytelnikiem to przede wszystkim duże, wydzielone czytelnie z dziedzinowymi księgozbiorami podręcznymi, dźwiękoszczelne kabiny, w których czytelnik miał do dyspozycji maszynę do pisania, telefaxy i karty perforowane jako narzędzia komunikacji i informacji naukowej. Teraz to brzmi jak opowieść z epoki lodowcowej, ale i w roku 1993 raziło anachronizmem. Być może z innym, bardziej konserwatywnym dyrektorem BUW, ta wersja ocalałaby (i mielibyśmy następny gmach jak na Polach Mokotowskich). Jednak 1 października 1992 roku stanowisko dyrektora objął Henryk. Już wtedy miał on ambicje przekształcenia BUW w nowoczesne centrum informacji, edukacji i samokształcenia on-site i on-line, tak jak to widział i praktykował podczas studiów na uniwersytetach amerykańskich, brytyjskich i skandynawskich. Wówczas na Uniwersytecie i w Bibliotece, było kilka, może kilkanaście osób, które mogły i chciały go zrozumieć i wspierać.

Konkurs na nowy gmach był wielką szansą na realizację tej nowoczesnej wizji, a jej kluczowym elementem był wolny dostęp do znacznej części zbiorów – tych najbardziej potrzebnych i najczęściej używanych. W nowej Bibliotece miał zniknąć trójpodział na zamknięty magazyn, czytelnię i bibliotekarza - łącznika między tymi obszarami. Chcieliśmy uporządkowanego i systematycznego (choć jeszcze nie wiedzieliśmy wg jakiej systematyki) przemieszania przestrzeni książki i czytelnika, a więc przemieszania magazynu i czytelni, stworzenia ogólnie dostępnych obszarów, gdzie ciągi regałów otoczone będą rozmaicie ukształtowanymi miejscami pracy czytelników. Bibliotekarze mieliby istnieć w tej przestrzeni o tyle, o ile będą potrzebni czytelnikom jako kustosze poszczególnych dziedzin wiedzy i przewodnicy kierujący czytelnika w obszar interesującej go kolekcji. A na końcu wędrówki czekać będzie na tegoż czytelnika miejsce pracy w formie tradycyjnego stołu wieloosobowego, pojedynczej „celki” wbudowanej w linię regałów lub indywidualnej kabiny, którą można wynająć na czas kilkudniowej lub kilkutygodniowej pracy.

Wyniki konkursu ogłoszono w pierwszych dniach października 1993. Projekt BUW zespołu architektów pod kierunkiem prof. Marka Budzyńskiego i Zbigniewa Badowskiego otrzymał pierwszą nagrodę. Rozwijał on szczegółowo (w warunkach konkursu tylko zarysowaną) koncepcję biblioteki otwartej z wolnym dostępem do zbiorów na dwóch środkowych piętrach gmachu BUW, tzw. poziomach 1 i 2, skupiających prawie cały ruch – najważniejszych z punktu widzenia czytelnika. Poza nimi zaprojektowano na poziomie 0 niedostępny dla czytelników magazyn z regałami jezdnymi o pojemności półtora miliona woluminów i ostatnie piętro przeznaczone dla zbiorów specjalnych.

Następne trzy kwartały od rozstrzygnięcia konkursu do zakończenia projektu budowlanego w czerwcu 1994, były okresem ścisłej współpracy architektów i bibliotekarzy. Ten czas, to nie tylko nośne w konkursie hasło wolnego dostępu do zbiorów, ale precyzyjne i ostateczne ustalenia dotyczące rozkładu funkcji bibliotecznych na piętrach, pojemności magazynów, przeznaczenia i oznaczenia pracowni, przewidywanej liczby czytelników i obciążeń sieci komputerowej. Zwłaszcza do tych ostatnich przydałby się wtedy jasnowidz, ale musiał nam wystarczyć i wystarczył z powodzeniem (i to widać nawet po 15 latach!) dr Jurand Czermiński, ówczesny pełnomocnik rektora Uniwersytetu Gdańskiego do spraw komputeryzacji. Za projekt funkcji, czyli tak zwaną technologię biblioteczną odpowiedzialni byli: dr Zdzisław Piszczek, starszy kustosz dyplomowany BUW, długoletni kierownik Oddziału Zabezpieczania i Konserwacji Zbiorów BUW i ja, wtedy jeszcze sekretarz naukowy BUW. Jak nam poszło?… o tym już w następnym odcinku...


Komentarze użytkowników (0)

Nie komentowano

Dodaj komentarz!



mXcomment 1.0.7 © 2007-2017 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved